Jan Goczoł (1934 – 2018) – wspomnienie

[+A] [-a]

Jan GoczołW 84. roku życia zmarł w Opolu 22 lutego Jan Goczoł. Piewca Śląska – ziemi i ludzi. Poeta, felietonista, redaktor, tłumacz. Poseł na Sejm w latach 1985-1991. W atmosferze jubileuszu Stowarzyszenia Instytut Śląski, w 1994 roku wybrany prezesem Kuratorium.

Urodził się 13 maja 1934 r. w Rozmierzy pod Strzelcami Opolskimi (wówczas Rosmiers, a od 1936 r. – Angerbach) w pruskiej prowincji górnośląskiej. Goczołowie, jak pisze dr Adam Wierciński, „w Rozmierzy byli, zdaje się, od zawsze”. Pewnie nie tylko Rozmierzy, bo nazwisko znaleźć można w pobliskim Grodzisku, z którego np. w 1888 roku gospodarz Jozef Goczoł skarżył się, iż został obrażony przez Jana Ciomperlika, ale przed sądem rozjemczym pogodził się z sąsiadem…

Jan Goczoł rozpoczął edukację w szkole niemieckiej. Kontynuował ją, gdy przez prawobrzeżną część Opolszczyzny zimą początków 1945 roku przeszedł front i wkrótce została przyłączona do państwa polskiego. Etnicznie i kulturowo rodzinna wieś Goczoła była polska, w 1910 roku na 641 mieszkańców – 625 mówiących językiem polskim, 15 niemieckim i 1 obydwoma językami. W plebiscycie 20 marca 1921 r. 193 dorosłych (58% uprawnionych przy 98,5% frekwencji) głosowało za przyłączeniem Górnego Śląska do Polski. Za pozostaniem w Niemczech – 139 (42%).

Podkreślał Jan Goczoł, iż był pierwszym po wojnie mieszkańcem, który zdobył maturę (w 1953 w strzeleckim Liceum Administracyjno-Handlowym), następnie studia wyższe. Do historii Polski wieś wpisana została już w XV wieku, bowiem, jak przypomina Wierciński, w Rozmierzy urodził się Piotr Gaszowiec (ok.1430-1474), słynny uczony – astronom i medyk (nadworny lekarz Kazimierza Jagiellończyka), profesor i rektor Akademii Krakowskiej.

Po maturze – nie mogąc rozpocząć studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Warszawskim, bo jako „kułackie” dziecko nie otrzymał miejsca w akademiku ani stypendium, podjął pracę – kolejno w PGR, fabryce obuwia, zarządzie powiatowym ZMP. Odbył też obowiązkową służbę wojskową. Studia rozpoczął ostatecznie w 1960 roku w opolskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej, wybierając – jak mu doradzali pisarze, z którymi się zetknął – polonistykę. Tłumaczył to później następująco: „Pradzieje mojej literackiej świadomości zaczynają się w styczniu 1945 roku. Kiedy z niedzieli na niedzielę w spontanicznych modlitwach i śpiewach kościelnych pojawił się – tak wyraźnie i niespodziewanie jakby nagle rzeka spod ziemi wystąpiła – zupełnie inny język. Język polski. To było wstrząsające oszołomienie. Znane mi dotychczas jedynie z domowych przyciszonych szmerów i szumów, słowa gwarowe rezonowały teraz tekstami modlitw i psalmów o przemożnej, pulsującej energii; byłem w tym czasie ministrantem – dzień w dzień napromieniowała ta, przejmująca nieznanym dreszczem energia”.

Dodajmy w tym miejscu, iż w „Real-Handbuch des Bistums Breslau” z 1929 roku w parafii Rosmiers w kościele język polski – podobnie jak 11 innych należących do dekanatu strzeleckiego – był wymieniony jako pierwszy, po nim niemiecki. Tylko w 2 parafiach strzeleckich było odwrotnie. I na koniec – wśród haseł Leksykonu Polactwa w Niemczech, których w 1939 roku w opolskich „Nowinach Codziennych” nie zdążono wydrukować, zalazła się Rozmierz, o treści (m.in): „W kościele parafialnym 3 nab. polskie w mies., jeden raz e kościele filialnym. Maj./owe/ i róż./ańcowe/ 4 razy w tyg. nieszpory i droga krzyżowa po polsku, Dzieci przygotowuje się do sakr./amentów/ św. po polsku”. Przypomnijmy – gdy Leksykon drukowano już tak nie było, bowiem w przededniu napaści na Polskę, kardynał Adolf Bertram zawiesił polskie nabożeństwa, wcześniej – w czerwcu 1939 r. niemieckie nabożeństwa w diecezji katowickiej zawiesił bp. Stanisław Adamski.

W opolskiej uczelni czas jego studiów (1960 – 1965) to także spotkania z kształcącymi się – zapowiadającymi się już poetami – Wiesławem Kazaneckim, Ireną Wyczółkowską, Bogusławem Żurakowskim czy świeżymi absolwentami – Stanisławem Srokowskim, i Zbigniewem Żakiewiczem, wówczas wykładowcą. Już podczas studiów Goczoł został członkiem Związku Literatów Polskich (1963), od 1971 – prezesem Oddziału Opolskiego, bo jako poeta zadebiutował w 1957 roku opolskim „Almanachu artystycznym”, a następnie swoje wiersze, fragmenty prozy recenzje literackie i tłumaczenia wierszy z literatur obcych publikował m.in. w „Odrze” (1958-1959), „Trybunie Opolskiej” (od 1958), „Kalendarzu Opolskim” (od 1962).

Po studiach – jako publicysta – związał się z redakcją katowickich „Poglądów”, a swoje utwory publikował też w „Tygodniku Kulturalnym”, „Życiu Literackim”, „Miesięczniku Literackim” i „Faktach i Myślach”. W 1970 roku rozpoczął pracę w miesięczniku „Opole”, w którym był kolejno sekretarzem, zastępcą redaktora naczelnego i od 1975 roku redaktorem naczelnym. Od 1986 roku był prezesem Oddziału Opolskiego ZLP, a w 1989 został członkiem Zarządu Głównego ZLP. Był prezesem Opolskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego od 1995 roku do jego rozwiązania.

Podczas prezesowania w Instytucie Śląskim włączył się do badań nad miejscem literatury śląskiej w relacjach polsko-niemieckich.

Swoją twórczością poetycką, eseistyczną, felietonową dokumentował czasy, w których żył – ukazując najistotniejsze problemy tej części Górnego Śląska, która po ostatniej wojnie włączona została do Polski. Więc problemy, które zmiana granic i ustroju przyniosła – takie jak – tragedie rodzin które utraciły ojców – jego ojca pojmali czerwonoarmiejcy i wywieźli w głąb ZSRR, gdzie zmarł na tyfus, co odzwierciedlało się szczególnym miejscem matki w poezji, niezrozumienie żyjących tu ludzi (wiersze o Starym Ślązaku), migracje do miast (felietony poetyckie „Na brzozowej korze”), w cotygodniowych felietonach…

W życzeniach z okazji 70-lecia, w imieniu społeczności Instytutowej pisałem:

Dla nas – chlubiących się dowodami Twojej życzliwości i przyjaźni – jesteś nie tylko PIEWCĄ, SUMIENIEM, ALE I SEDZIĄ. Jesteś SOLĄ ŚLĄSKIEJ ZIEMI, jej najznakomitszym reprezentantem i dokumentalistą czasu XX i – oby jak najdłużej – XXI wieku. Jako intelektualista jesteś także strażnikiem śląskich wartości, które manifestujesz i których bronisz – zarówno wtedy, gdy piszesz, ale także – gdy milczysz”…

Portretując Goczoła – jako jednego z tych, którzy za życia przekroczyli tzw. próg przeciętności i zapisali się już pięknie w kulturze, dr Wierciński pisał – „Społecznik i homo politicus. Sensualista i myśliciel. Czuły na uroki życia i ciągle poszukujący prawdy”. Takim Go zapamiętamy.

Z Jankiem zetknąłem się podczas studiów, gdy organizowałem m.in. spotkania z członkami studenckiej grupy poetyckiej – Ireną Wyczółkowską, Wiesławem Kazaneckim, Bogusławem Żurakowskim, czy zaproszonym z Legnicy, gdzie uczył w technikum – Stanisławem Srokowskim. Od tego czasu obdarowywany byłem Jego przyjaźnią. Utrwalała to aktywność w OTK-O, „WDJ”, „Kalendarzu Opolskim” i różnych inicjatywach kulturalnych. W bliższych kontaktach charakteryzował się z jednej strony zagadkowym optymizmem katastroficznym, z drugiej pogodną (czasem melancholijną) otwartością na ludzi. Stawał się duszą spotkań towarzyskich – wyróżniał się bogactwem zapamiętanych pieśni i piosenek oraz dowcipów (także sytuacyjnych). Jako erudyta cechowała Go refleksyjność, cenna zwłaszcza podczas luźnych spotkań przy okazji kontaktów oficjalnych np. z grupami zagranicznymi. Sprzyjało to zbliżaniu ludzi i pogłębianiu współpracy. Często wiele lat trwających przyjaźni. Mimo kłopotów zdrowotnych w ostatnich latach miał wiele planów twórczych. Niestety nie wszystkie zdążył zrealizować.

Michał Lis